7 europejskich muzeów – bagażem wiedzy i estetycznych doznań

Subiektywna lista 7 europejskich muzeów, do których z chęcią powrócimy przy najbliższych wizytach w wymienionych miejscach. Część z nich to miejsca z czołówek rankingów muzeum do odwiedzenia, jednak do niektórych z nich trafiliśmy przez czysty przypadek. 

Nuda, nuda, nuda…

Szkolne czasy i hasło „idziemy do muzeum” nie łączą się w najlepsze wspomnienia. Niestety. Wspominam wiele takich miejsc, które zniechęcały zwiedzające grupy od samego wejścia – zapisał mi się w pamięci widok wielkiej skrzyni postawionej tuż za kasą biletową. Skrzynia wypełniona była filcowymi kapciami monstrualnej wielkości, które należało mniej-więcej dopasować do swoich dziecięcych stópek. Filcowe potwory nie dość, że wydzielały specyficzny zatęchły zapach i zazwyczaj nie dały się skompletować, to jeszcze wyposażone były w rozciągnięte gumki, które założone na buty skutecznie cały czas się wysuwały. A to absorbowało zazwyczaj dużo bardziej niż sama wycieczka po salach, w których wiszące na ścianach, zamknięte w szklanych gablotach eksponaty nie przyciągały uwagi 10-latków.

Pamiętam zatem wycieczki, podczas których dreptało się posłusznie za mamroczącymi monotonnie przygotowane wcześniej regułki muzealnymi przewodnikami. Brak entuzjazmu kustosza udzielał się nie tylko nam, dzieciakom, które rzadko rozumiały cel wizyty, nie potrafiły docenić walorów eksponatów, które oderwane od szkolnej wiedzy wydawały się czymś równie abstrakcyjnym, co i bezużytecznym. I cała ta atmosfera – ciszy, nabożnego skupienia, przestróg, by czasem niczego nie dotknąć, a nawet przypadkowo musnąć – bo wówczas spotka nas bliżej niesprecyzowana kara. W każdym razie – więcej strachu niż przyjemności. I niewiele nauki. I tak wyglądała moja edukacja muzealna w okresie szkoły podstawowej.

Kolejne lata jeszcze nie przyniosły diametralnej zmiany w moim sceptycznym nastawieniu do muzeum jako instytucji rozbudzającej ciekawość, dającej szansę na poznawanie w ciekawy sposób historii, ludzi, miejsc.

W czasach licealnych wycieczki do muzeów jednak nieco ewoluowały. Zmieniała się rzeczywistość i siermiężne czasy szarego PRL-u pomału przechodziły do historii. Podczas wizyt w muzeach rzadziej nakazywano zakładanie kapci, ba – w niektórych miejscach w ogóle zniknęły owe przerażające skrzynie czy pudła. Nadal jednak szkolne eskapady przepełnione były bufonadą i okraszone licznymi zakazami. Jednak rosła moja świadomość, a uczestnicząc w wycieczkach częściej wiedziałam, czemu one służą. Mój kapitał kulturowy stał się nieco bogatszy, a tym samym i odwiedziny w muzeach stawały się sensowne, nawet gdy wyznaczony do oprowadzania kustosz nie wykazywał entuzjazmu i nie potrafił – a może po prostu mu się nie chciało – rozbudzić pasji poznawczej.   

Przełom w Rydlówce

Z tamtych lat chyba najbardziej utkwiło mi jedno muzeum odwiedzone w maturalnej klasie – była to Rydlówka w Bronowicach Małych. Pomysł zwiedzenia Muzeum Młodej Polski, po cyklu lekcji poświeconych „Weselu” Wyspiańskiego okazał się strzałem w dziesiątkę. Byliśmy klasą ukierunkowaną humanistycznie, zakochaną w naszej polonistce, która w interesujący i przekonujący sposób przeniosła nas w czasy, gdy w obecnym muzeum bawiła się krakowska bohema ramię w ramię z bronowickimi gospodarzami. Zanim weszliśmy do muzeum, przywitał nas Chochoł stojący na podwórzu i pełniący rolę swoistego strażnika tego miejsca.

Zwiedzając pomieszczenia niemal czuliśmy ducha gospodarza dworku – Włodzimierza Tetmajera. Izby rekonstruowały wystrój tak dobrze znany ze sztuki Wyspiańskiego – z sieni przechodziło się do pomieszczenia, w którym w tanecznym zapamiętaniu toczyły się dialogi utrwalone w dramacie. Przyglądaliśmy się meblom, obrazom, rekwizytom tak dobrze znanym z precyzyjnych didaskaliów w sztuce. A moją uwagę przykuła oczywiście skrzynia – (tym razem nie była wypełniona paputami) malowana w ludowe wzory, należąca do Panny Młodej – Jadwigi z Mikołajczyków. I w ten symboliczny sposób nastąpiło moje pożegnanie z etapem kojarzenia muzeów z nudnymi przybytkami witającymi zwiedzających pudłami z obowiązkowo niedopasowanym obuwiem ochronnym.

Europejskie muzea i “mała wielka przemiana”…

Kolejnym przełomem w moim nastawieniu do muzeów stały się wyjazdy za granicę i zwiedzanie zupełnie innych niż te, do których byłam przyzwyczajona latami szkolnych wycieczek.

Kiedy w latach 90. odwiedziłam mieszkającą wówczas w Leeds moją siostrę, w planie wizyty umieściła ona szereg muzeów. Bez entuzjazmu podeszłam do tego pomysłu, ale jako gość postanowiłam się podporządkować. I jakież było moje zdziwienie, gdy okazywało się, że muzeum nie musi być martwym miejscem, świątynią, w której panuje bezwzględna cisza i powaga. Nie musi być przestrzenią, w której eksponaty stanowią odrębne byty, na które z bezpiecznej odległości należy z nabożną czcią patrzeć i z teatralną miną wyrażającą zafrapowanie przemieszczać się zgodnie ze wskazówkami przewodników.

Okazało się, że muzea mogą być przestrzeniami bardzo otwartymi dla zwiedzających, w których obok eksponatów w gablotach – zgromadzono też takie, które można spokojnie dotknąć, wypróbować, pobawić się nimi. Mogą być miejscami, w których nie wszędzie należy szeptem dzielić się uwagami i zachowywać jak w świątyni. Mogą być miejscami z wydzielonymi strefami interaktywnej zabawy, zdobywania wiedzy przez doświadczanie i eksperymentowanie.

Royal Armouries Museum w Leeds

Takie było m.in. Royal Armouries Museum w Leeds, wobec którego miałam chyba największe opory. Jako osoba o pacyfistycznym nastawieniu do świata uznałam za chybiony pomysł odwiedzenia muzeum pełnego broni i uzbrojenia. Okazało się jednak, że świetnie zorganizowana przestrzeń prowadzi odwiedzającego przez kolejne stulecia historii Anglii – od początków średniowiecza do czasów współczesnych. Zwiedzający może nie tylko przyglądać się pogrupowanym na pięć wystaw eksponatom i czytać tabliczki na temat detali uzbrojenia, organizowanych polowań czy turniejów i toczonych bitew, ale też uczestniczyć w aktywny sposób w tej historycznej podróży. Kto chce, ma możliwość przyjrzenia się pokazom walk i turniejom rycerskim, spróbowania swoich sił w strzelaniu z łuku, wzięcia udziału w pojedynku z imitacją białej broni.

leeds museum

Na pewno na wyróżnienie zasługują też wykonane z dbałością o najdrobniejsze szczegóły ekspozycje przedstawiające konkretne epizody historyczne czy scenki rodzajowe, np. starcia piechoty z ciężką jazdą, polowanie na tygrysa czy dzika. Każdy może na bieżąco sprawdzać swoją wiedzę i pamięć, rozwiązując rozmaite quizy i zagadki. Muzeum słynie też z tego, że organizuje przedstawienia z udziałem pracowników muzeum występujących w strojach z epok.

leeds museum armouries

Później, po kilku latach jeszcze raz odwiedziłam to muzeum, by przekonać się, że rację miał Jerome David Salinger, pisząc w „Buszującym w zbożu”:

Ale największą zaletą muzeum było to, że wszystko tam stało zawsze na tym samym miejscu. Nic nigdy nie przesuwano. Mogłeś wracać sto tysięcy razy i zawsze Eskimos dopiero co złowił swoje dwie ryby, ptaki były w drodze na południe, sarny piły u wodopoju, miały śliczne, smukłe nogi, a Indianka z obnażoną piersią wciąż tkała ten sam kilim. Nikt się nie zmieniał. Tylko ty byłeś inny niż za poprzednią wizytą. Nie dlatego nawet, że ci przybyło lat. Nie w tym rzecz. Byłeś inny, po prostu.

leeds armouries museum

Wizyty w muzeach zaczęłam odtąd inaczej kojarzyć i coraz częściej z własnej inicjatywy odwiedzałam te szczególne miejsca zatrzymujące przeszłość, kultywujące pamięć o wyjątkowych ludziach, zdarzeniach, miejscach.

National Railway Museum w Yorku

Czasem na podróżniczej trasie pojawiały się całkiem przypadkowo miejsca, których – kierując się wskazówkami z przewodników – pewnie bym nie wybrała. Muzea, których tematyka wydawała mi się tak odległa od moich najbardziej swobodnie traktowanych zainteresowań, a potem okazywało się, że nie chodziło wcale o krąg tematyczny muzeum, tylko o sposób eksponowania, organizację przestrzeni, która nawet osoby pozornie niezainteresowane jest w stanie zaintrygować.

National Railway Museum

National Railway Museum York

Takim miejscem było np. National Railway Museum w Yorku. Kiedy kilka lat temu odwiedzaliśmy przyjaciela mieszkającego w tym niezwykle uroczym angielskim mieście i trafiliśmy na muzeum transportu kolejowego w Wielkiej Brytanii dość przypadkowo. Nie umieszczaliśmy go na swej liście miejsc, które koniecznie chcemy zwiedzić, jednak pewnego dnia pochmurna, deszczowa i wietrzna pogoda zaprowadziła nas właśnie tam.

National Railway Museum

Okazało się, że muzeum w 2001 roku zdobyło nagrodę dla najlepszego muzeum w Europie i uważamy, że stało się to w pełni zasłużenie. Na pewno fascynaci historii kolejnictwa znajdą tam wiele cennych obiektów, którym przyjrzą się fachowym okiem, dotkną ich i wypróbują. Większość obiektów daje bowiem zwiedzającym szansę jak najbliższej konfrontacji – można wejść do zabytkowych wagonów – pokoi w pociągach używanych od czasów Królowej Wiktorii, można przysiąść na wystylizowanych na różne okresy historyczne peronach – po prostu jest to świetna podróż w czasie. W muzeum znajduje się ponad 100 lokomotyw i około 200 innych pojazdów kolejowych, a ponadto – kolekcja silników, semaforów, fragmenty torów oraz gadżetów, takich jak plakaty, tablice z rozkładami jazdy i przedmiotów użytkowych związanych z kolejnictwem, np. bilety, mundury, zegary ścienne, a także najdziwniejsze zagubione przez pasażerów przedmioty. Ogromna powierzchnia, na jakiej znajdują się eksponaty stwarza możliwość ciekawego i wciągającego w tajniki kolei spaceru.

Luwr

Na naszych podróżniczych szlakach często umieszczaliśmy wizyty w galeriach malarstwa i rzeźby, starając się skonfrontować dobrze znane z reprodukcji w podręcznikach i albumach dzieła z oryginałami. Dla mnie to zawsze ogromne przeżycie stanąć naprzeciwko dzieła, które wiem, że przed wieloma laty dotykał sam twórca. Czasem historie poszczególnych obrazów czy posągów obfitują w wiele anegdot związanych z ich zakupem, ekspozycją, próbami kradzieży, kopiowania, przekazywaniem ich w podarku znanym osobom – i to za każdym razem powoduje, że zupełnie na moment zapominam, gdzie jestem, w jakich czasach żyję. Świadomość, że dane dzieło podziwiało przede mną wielu, których już dziś nie ma – uzmysławia prawdę, którą kiedyś świetnie oddała w wierszu pt. „Muzeum” Szymborska:

Są talerze, ale nie ma apetytu.

Są obrączki, ale nie ma wzajemności

od co najmniej trzystu lat. […]

Korona przeczekała głowę.

Przegrała dłoń do rękawicy.

Zwyciężył prawy but nad nogą.

Na pewno spośród europejskich muzeów sztuki, które udało nam się dotychczas odwiedzić, wyróżniłabym National Gallery w Londynie, Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu (pisaliśmy o nim TUTAJ), Muzeum Prado i Muzeum Thyssen-Bornemisza w Madrycie, Galerię Borghese w Rzymie, Galerię Uffizi w Florencji, Muzea Watykańskie i oczywiście Luwr w Paryżu – najczęściej odwiedzane muzeum na świecie (ponad 8 mln osób rocznie).

Luwr to dawny, znany już w średniowieczu pałac królewski, a obecnie jedno z najstarszych i największych muzeów sztuki na świecie, w którym znajdują się zbiory liczące około 380 000 dzieł sztuki na łącznej powierzchni 60 600 metrów kwadratowych. Zbiory podzielone są na 8 kategorii w różnych działach, m.in. Starożytnego Egiptu, Starożytnego Bliskiego Wschodu, Starożytnej Grecji, Starożytnego Rzymu, Sztuki Islamu, Rzeźby, Malarstwa, Grafiki.

luwr francja muzeum

Aby zobaczyć wszystko, z całą pewnością należałoby poświęcić zwiedzaniu Luwru kilkanaście dni, wcześniej przygotowując sobie misterny projekt zwiedzania. My wyznaczyliśmy sobie taki mini-plan, który układaliśmy idąc na kompromis determinowany ograniczonym czasem kilku godzin, które tam spędziliśmy. Pozostał zatem niedosyt, ale mamy nadzieję, że kiedyś uda się jeszcze wygospodarować więcej czasu, by przestudiować to, na co pobieżnie tylko rzuciliśmy okiem.

Z Działu Bliskiego Wschodu zachowaliśmy w pamięci stelę z kodeksem Hammurabiego – najcenniejszy zabytek historii prawa babilońskiego. Dział Sztuki Starożytnego Wschodu zainteresował nas dziełami malarskimi wykonanymi na papirusie, mumiami, biżuterią czy instrumentami muzycznymi. Trudno wskazać tylko kilka ciekawszych dzieł w bogatej kolekcji Działu Sztuki Starożytnej Grecji, Etrurii i Rzymu, gdyż jest ich tak wiele. Niemal każdy widział je na fotografiach w szkolnych podręcznikach. O niektórych można było przeczytać w powieściach, gdzie stanowiły tło zdarzeń bądź stawały się symbolami pewnych idei – jak np. Wenus z Milo czy Nike z Samotraki opisane przez Stefana Żeromskiego w „Ludziach bezdomnych”.

W Dziale Rzeźby znaleźliśmy m.in. „Kupidyna i Psyche” Antonio Canovy, „Umierającego jeńca” i „Zbuntowanego jeńca” Michała Anioła, popiersie kardynała Richelieu wykonane przez Gianlorenzo Berniniego. W Dziale Malarstwa uwagę zwróci poza „Mona Lisą” – „Madonna w grocie” Leonarda da Vinci, „Piękna ogrodniczka” Rafaela, „Wróżenie z ręki” Carravaggia, „Wolność wiodąca lud na barykady” Eugene Delecroix, „Tratwa Meduzy” Theodora Gericaulta, „Statek szaleńców” Hieronima Boscha oraz wiele, wiele innych arcydzieł, m.in. El Greco, Rembrandta, Vermeera, Tycjana czy Rubensa.

luwr francja malarstwo

Wizyta w Luwrze to spotkanie z największymi artystami, to estetyczna i historyczna podróż, która dla mnie była ogromnym przeżyciem i rozbudziła apetyt na zwiedzanie galerii sztuki na świecie. Mam jednak cały czas w pamięci słowa Paula Cezanne’a – francuskiego postimpresjonisty, który stwierdził:

Luwr jest książką, z której uczymy się czytać. Nie powinniśmy jednak poprzestać na zapamiętaniu pięknych formuł naszych sławnych poprzedników. Wyjdźmy stamtąd, by studiować piękną naturę, usiłujmy odkryć jej ducha, starajmy się wypowiedzieć zgodnie z naszym temperamentem osobistym. 

Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach

Zwiedzanie Grecji to przede wszystkim pobudzanie do intensywnej pracy wyobraźni. Do wizualizacji budynków, pomników, rzeźb – właściwie wyłącznie na podstawie symbolicznych pozostałości. W trakcie podróży po Grecji, odwiedziliśmy kilka stanowisk archeologicznych, które budowały wyobrażenie konkretnych budowli wzniesionych tam przed wieloma wiekami. W Epidauros podziwialiśmy m.in. jeden z najlepiej zachowanych greckich teatrów, w Koryncie przyglądaliśmy się ruinom świątyni Apollina, w Mykenach zwiedzaliśmy Skarbiec Atreusza, spopularyzowany w literaturze polskiej za sprawą Słowackiego i jego utworu pisanego rzekomo w tym miejscu pt. „Grób Agamemnona”.

Podczas greckich wakacji nie zabrakło oczywiście odwiedzin muzeów, z których na szczególną uwagę zasługują dwa: Muzeum Archeologiczne w Delfach (któremu już poświęciliśmy uwagę wcześniej TUTAJ) oraz Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach.

Zbiory ateńskiego muzeum dowodzą bogactwa kulturowego, ale też i materialnego antycznej Grecji. Liczba i różnorodność eksponatów pochodzących z okresu neolitycznego do rzymskiego mogą zaimponować każdemu, kto choć trochę interesuje się historią. Muzeum szczyci się przede wszystkim tzw. złotą maską Agamemnona (legendarnego króla Myken) datowaną na 1500 r. p.n.e. oraz znanymi rzeźbami, np. Posejdona lub Zeusa z Artemizjon (imponująca rzeźba z brązu datowana na lata 460-450 p.n.e., znaleziona przypadkowo w 1927r.) czy Nike z Delos. Poza tym dysponuje niezwykle bogatymi kolekcjami marmurowych płyt żałobnych (steli), złotej biżuterii, złotych naczyń oraz wyrobów z kości słoniowej.

Zwiedzając muzeum byliśmy nieco ograniczeni czasem, co spowodowało, że wizyty w niektórych salach były bardzo krótkie, a tym samym nie udało nam się w pełni docenić archeologicznych znalezisk z odległej przeszłości.

Muzealne bogactwo Londynu  

Kiedy pierwszy raz odwiedziłam Londyn i w ekspresowym tempie chciałam zobaczyć, przeżyć i zaznać jak najwięcej – zostałam po prostu przytłoczona nadmiarem możliwości. Siostra, która wówczas była moją przewodniczką starała się zoptymalizować plan zwiedzania i dawkować miasto – tak, bym była nim oczarowana, ale nie zmęczona. Mój apetyt był jednak ogromny i na każdą proponowaną atrakcję reagowałam jak dziecko, które chce wszystkiego. Oczywiście pozostał potem niedosyt, kiedy przeglądałam przewodnik i uświadamiałam sobie, jak wielu miejsc jeszcze nie widziałam. Na szczęście wracałam potem jeszcze do stolicy Wielkiej Brytanii i choć kolejne wizyty były już spokojniejsze i bardziej racjonalne pod względem planu zwiedzania, to jednak mam świadomości, że cały czas pozostaje jeszcze tyle do odkrycia.

Jeśli chodzi o muzea, to Londyn jest miejscem, które ma tak wiele do zaoferowania, że na samo ich zwiedzanie trzeba by przeznaczyć kilka miesięcy. Właściwe trudno znaleźć dziedzinę, której nie byłaby poświęcona interesująca ekspozycja i trzeba zaznaczyć, że do wielu muzeów wstęp jest bezpłatny.

Dla miłośników historii starożytnej (ale nie tylko) atrakcyjne okaże się na pewno British Museum, które szczyci się  m.in. takimi eksponatami jak Kamień z Rosety czy egipskie mumie. Fani nauki, technologii, przemysłu będą zachwyceni Science Muzeum, gdzie eksponaty można dokładnie sprawdzać, wypróbować, badać. Znajdują się tam np. maszyny parowe Jamesa Watta i prototypy odbiorników telewizyjnych Johna Logie Bairda. W wyznaczonych miejscach zwiedzający mają możliwość przeprowadzania eksperymentów. Pasjonaci samolotów przeżyją niezapomniane chwile w Royal Air Force Museum London, które prezentuje historię światowego lotnictwa. W kilku ogromnych halach znajduje się ok. 130 eksponatów, w tym pierwszy samolot braci Wright.

Dla mnie szczególnie interesującym miejscem była National Gallery, gdzie wśród 2300 arcydzieł malarskich (pochodzących z okresu 1250-1900) można obejrzeć m.in. „Słoneczniki” Vincenta Van Gogha. Drugim miejscem, w którym podziwiać można wyjątkową kolekcję malarstwa, w tym przypadku współczesnego, jest Tate Modern. Znajdują się tam dzieła takich artystów, jak m.in. Pablo Picasso, Geoges Braque, Paul Klee czy Salvador Dali. Ciekawym miejscem, zwłaszcza dla fanów kina, jest też British Film Institute’s Mediatheque, a amatorzy fotografii powinni się udać do Photographers’ Gallery.

Natural History Museum zainteresuje nie tylko miłośników przyrody, a Victoria & Albert Museum przyciąga uwagę rozmaitymi przedmiotami codziennego użytku kojarzonymi z potęgą Imperium Brytyjskiego. Zgromadzono tam ok. 4,5 miliona eksponatów (obrazów, fotografii, rzeźb, strojów, mebli, biżuterii, tkanin, ceramiki itp.) pochodzących z Europy, Ameryki Północnej, Afryki i Azji. Warto też odwiedzić Museum of London, aby poznać historię tego niezwykłego miasta.

Wymienione muzea stanowią tylko niewielką część tego, co proponuje Londyn zwiedzającym i oczywiście także mieszkańcom, którzy – jak zauważyłam – chętnie spędzają wolny czas właśnie w tych miejscach. Ponadto należy podkreślić, że niemal wszystkie muzea posiadają w swojej ofercie zajęcia dla dzieci i uczniów – odwiedzając te miejsca w tygodniu można wielekroć spotkać grupy szkolne odbywające lekcje właśnie w salach muzealnych. 

Muzeum Figur Woskowych w Londynie

Spośród wielu muzeów londyńskich parę słów poświęcę temu, które  przyciąga rzesze turystów z całego świata, spragnionych choć pozornego obcowania z gwiazdami muzyki i kina, sportowcami i celebrytami. Muzeum Madame Tussauds jest swoistym fenomenem kulturowym. Jedni je odwiedzają, gdyż w planie zorganizowanych wycieczek po Londynie jest to zazwyczaj stały punkt programu. Inni pragną ujrzeć swoich idoli odtworzonych w wosku w skali 1:1. To dla nich okazja, by zbliżyć się, dotknąć i zrobić sobie z takimi kopiami selfie. Jeszcze inna grupa zwiedzających traktuje to jako jedną z wielu atrakcji, dzięki którym odbędą wycieczkę w czasie – przyglądając się historycznym postaciom ze świata nauki, kultury, sztuki, sportu, polityki. Są też tacy, którzy wizytę w tym muzeum i focie z woskowymi figurami uznają za totalny obciach, a samą galerię jako symbol kiczu i złego gustu. No cóż – jak mówi stara mądrość „o gustach się nie dyskutuje”, a samo muzeum – moim zdaniem – i tak warto odwiedzić. A kto nie będzie miał okazji zwiedzić galerii Madame Tussauds w Londynie, może to uczynić w innych miejscach na świecie, bowiem muzeum ma kilka filii w Europie (m.in. Amsterdam, Berlin), Ameryce (np. Las Vegas, Nowy Jork, Hollywood), Azji (m.in. Tokio, Hongkong, Szanghaj) czy Australii (Sydney).

Madame Tussauds London

Ciekawa jest sama historia powstania tego muzeum. Jego założycielka – francuska artystka specjalizująca się w wykonywaniu pośmiertnych masek – zainicjowała kolekcję (w 1835 roku) odlewami zgilotynowanych w rewolucji francuskiej głów arystokratów. Sztuki tworzenia figur woskowych nauczyła się w wieku 16 lat u szwajcarskiego lekarza Philippe’a Curtiusa tworzącego woskowe modele anatomiczne dla instytucji medycznych. Pierwszą figurą, którą stworzyła była podobizna Voltaire’a, a z czasem nabrała niesamowitej wprawy w wykonywaniu odlewów z wosku.

Madame Tussauds London

Kiedy wyemigrowała z Francji do Londynu, postanowiła popularyzować swoje umiejętności, a służyć temu miały najpierw objazdowe wystawy po Wielkiej Brytanii, a potem stałe muzeum w Londynie (początkowo mieszczące się przy ulicy Baker Street, potem przeniesione przez jej wnuka do budynku przy Marylebone Road, gdzie mieści się do dziś).

Madame Tussauds London

Dla mnie wizyta w muzeum była okazją, by poprzyglądać się mniej lub bardziej udanym podobiznom znanych postaci, ale też, by poprzypominać sobie osoby, które wywierały wpływ na historię, naukę i kulturę. Pierwsza wystawa, która wita zwiedzających – Red Carpet – jest przeglądem znanych postaci popkultury, takich jak legendarne gwiazdy kina: Marylin Monroe, Audrey Hepburn, James Dean, Charlie Chaplin. Obok nich pojawiają się współcześni bywalcy czerwonego dywanu, m.in. Angelina Jolie, Arnold Schwarzenegger, Nicole Kidman, Brad Pitt czy Lady Gaga. Kolejne gwiazdy, które spotyka się na szlaku woskowych figur to znani sportowcy i modelki, potem naukowcy, ludzie kultury i sztuki oraz działacze społeczni (np. Albert Einstein, Stephen Hawking, Oscar Wilde, Andy Warhol, Martin Luther King), a następnie sławni muzycy, m.in. Jimi Hendrix, Michael Jackson, Bob Marley, Adele. I tu zaznaczę, że byłam ogromnie rozczarowana przede wszystkim nieudolnymi – moim zdaniem – kopiami członków The Beatles.  W kolejnych pomieszczeniach prezentowani są światowi przywódcy polityczni, m.in. Gandhi, Barack Obama, a finałem jest spotkanie z rodziną królewską.

Madame Tussauds London

A skoro wspomniałam o swoim rozczarowaniu woskowymi podobiznami Czwórki z Liverpoolu, to ostatnim muzeum, do którego dziś się cofnę we wspomnieniach, będzie właśnie obiekt w całości poświęcony tym muzykom.

The Beatles Story w Liverpoolu

Od razu przyznam: jestem zagorzałą fanką zespołu i odwiedzenie tego muzeum, jak i miejsc związanych z liverpoolskim okresem życia i twórczości Beatlesów – było jednym z moich wielkich marzeń. Nie ma chyba lepszego miejsca niż The Beatles Story w Liverpoolu, by podążyć śladami Johna, Paula, Ringo i George’a, by poznać historię zespołu i przez dwie-trzy godziny dać się przenieść w szalone lata 60 i 70 poprzedniego stulecia. Myślę, że muzeum zespołu The Beatles może spodobać się nie tylko takim fanatykom jak ja, ale też każdemu, kto interesuje się choć w małym stopniu muzyką i popkulturą.

europejskie muzea - Liverpool

Wchodząc do The Beatles Story znajdującym się w Dokach Alberta przeniosłam się od razu w czasie. Zanim wniknęłam w świat Beatlesów, w gablotach i na ścianach mogłam przyjrzeć się autentycznym plakatom pierwszych zespołów rockandrollowych, czasopismom i notowaniom list przebojów sprzed ponad 50 lat. Potem otrzymałam słuchawki umożliwiające odsłuchanie historii zespołu, wyjaśnień związanych z poszczególnymi okresami twórczości grupy, informacji o zgromadzonych w poszczególnych salach rekwizytach. Często jednak zwalniałam się z obowiązku słuchania historii, by pozwolić sobie na przeżywanie całej podróży w muzeum.

Muzeum w Liverpoolu The Beatles

Przemierzając poszczególne sale, czułam się świadkiem narodzin, rozwoju i w końcu rozpadu zespołu. A zatem – od pierwszych – w jeszcze nieukształtowanym składzie – występów, przez wzbudzające entuzjazm koncerty w małym klubie Cavern (świetnie odtworzony!), podróż do Hamburga i wreszcie przełomowy wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Kolejne sale odtwarzały beatlemanię, odsłaniały kulisy życia prywatnego poszczególnych członków zespołu, prezentowały najbardziej charakterystyczne symbole wiążące się z konkretnymi albumami czy nagraniami, jak np. żółtą łódź podwodną. Ostatnie sale prowadziły zwiedzającego czterema odrębnymi ścieżkami – prezentując historie Johna, Ringo, George’a i Paula po rozpadzie zespołu.

 

Muzeum Beatlesów

W każdym pomieszczeniu zadbano o najdrobniejsze detale, by nadać im autentyczny charakter związany z danym okresem działalności zespołu. Na pewno jednym z najbardziej zapadających w pamięć pomieszczeń jest biały pokój z ascetycznym wystrojem – pianinem znanym z teledysku do „Imagine”. I ten widok chyba najsilniej zapisał mi się w pamięci – jak i sam wyjątkowy utwór.

Muzea naszych wspomnień

Dzisiejszy subiektywny przegląd muzeów był także wędrówką po wspomnieniach związanych z odwiedzanymi miejscami. To również droga ewolucji stosunku do miejsc gromadzących wspomnienia. Dziś nie potrafiłabym przejść obojętnie obok nieznanego muzeum czy nie umieścić muzeów w planach podróżniczych. I uważam te miejsca za niezwykle ważne i potrzebne instytucje utrwalające i pielęgnujące pamięć o przeszłości. I powtarzając za bohaterem „Muzeum niewinności” Orhana Pamuka:

Na świecie jest jeszcze wiele muzeów, których nie widziałem

dopowiadam:

a które bardzo chciałabym ujrzeć.

Jeśli uważasz, że ten tekst może zainteresować Twoich znajomych - dmuchnij nam w żagle i udostępnij go dalej.

2 komentarze

  1. Miałam okazję zajrzeć do kilku londyńskich muzeów, o których wspomniałaś i najbardziej jednak lubiłam Natural History Museum 😉 po prostu lubię tego typu eksponaty. Bardzo jeszcze lubię Muzeum Powstania Warszawskiego – nowoczesne, a historie potrafią wzruszyć.
    Próbowałam jeszcze różnych alternatywnych muzeów, np. muzeum erotyki na Montmartre w Paryżu. Była to jakaś ciekawostka, ale nadal nic powalającego. Ostatecznie niestety unikam muzeów 😉 tak samo nie przepadam za zwiedzaniem zamków w środku – na zewnątrz zawsze, ale od środka jest to jakaś powtarzalność. Przede wszystkim lubię atrakcje przyrodnicze. Natomiast w miastach stawiam na atrakcje na zewnątrz, knajpki i – ku mojemu własnemu zaskoczeniu – świątynie, kościoły, meczety itp.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *