Zakupy w Maroku – o targowaniu, cenach i zagrywkach handlarzy

Wyjazd do orientalnego Maroka to nie tyko wtopienie się w pustynny krajobraz przetykany wizytami w zdobionych mozaikami pięknych riadach, z których dachów rozpościerają się widoki na labirynty uliczek zabytkowych medyn. To także konfrontacja z odmienną kulturą i spotkania z lokalną społecznością, zwłaszcza jeśli zdecydujemy się na zakupy w Maroku. Mieszkańców w głównej mierze poznaje się w gwarnych sukach, na bazarach, w sklepikach, na ulicach, czyli wszędzie tam, gdzie próbują dobić targu i oferują najróżniejsze towary i usługi.

Większość poradników turystycznych dotyczących wizyty w kraju przygotowuje do notorycznego targowania się, uprzedza przed zawyżonymi cenami wyjściowymi, które należy umiejętnie zbijać i ostrzega przed oszustami. Zakupy w Maroku bowiem czasem przypominają teatralne spektakle, w których należy odegrać określone role – czy to udając pozorną obojętność, czy innym razem wykazując umiarkowane zainteresowanie. Wszystko po to, by dobić targu satysfakcjonującego obie strony. Zastanawiacie się jak to wygląda w praktyce?

targowanie-maroko-targ-stragan

Zakupy w Maroku, czyli sprytne łapanie w sidła konsumpcji

Z pozoru banalna czynność kupowania – w Maroku staje się sztuką wymagającą umiejętności dyplomatycznych i kreatywnej improwizacji. Relaksujący spacer w wąskich uliczkach medyny przekształca się w przeprawę, w której trzeba wykazać się talentem taktycznych uników; grzecznego, ale stanowczego tonu odmowy czy też wcielenia się w rolę pozornie niezainteresowanego klienta, który w ten sposób może wynegocjować pożądaną cenę za oferowane atrakcje.

Kontakty o podłożu handlowym stają się czasem pułapką, w którą wpadają turyści z całego świata – i to nie tylko ci początkujący, ale też i doświadczeni. Zdarza się zatem, że wracając z Maroka bagaż wykazuje nadwagę, a składają się na nią zaskakujące przedmioty, którym „nie potrafiliśmy się oprzeć” podczas spotkań z mającymi żyłkę do interesów Marokańczykami.

Pragniemy się zatem z Wami podzielić kilkoma doświadczeniami z marokańskich transakcji kupieckich, a dla tych, którzy planują w najbliższym czasie podróż do tego afrykańskiego kraju przygotowaliśmy krótkie zestawienie przykładowych cen za różne towary.

Pozwól się wygadać, bądź cierpliwy, ale i asertywny

Druga wizyta (tym razem prawie 3-miesięczna) w marokańskim mieście położonym nad Oceanem Atlantyckim – Essaouirze stworzyła nam wiele okazji, by obserwować zwyczaje handlarzy, wdawać się z nimi w pogawędki i od czasu do czasu (z różnymi efektami) doskonalić sztukę negocjacji. 

maroko-zakupy-lokalne-produkty-ceramika maroko-co-kupić-lokalne-wyroby

Pierwsze dni spędziliśmy w riadzie w centrum medyny. To prowokowało do spacerów wąskimi uliczkami wypełnionymi barwnymi straganami oferującymi rozmaite towary. Obok tradycyjnych marokańskich produktów w postaci czy to misternie wykonanych z drewna szkatułek, pięknej biżuterii, wonnych i barwnych przypraw, oleju arganowego, pachnących mydełek, ręcznie tkanych dywanów czy afrykańskich masek, nie brakowało też oczywiście straganów wypełnionych chińszczyzną. Jak wszędzie – zakupy w Maroku niczym się nie różnią w tym aspekcie.

Lokalni sprzedawcy są chętni do rozmów, dla których zawsze punktem wyjścia jest demonstracja znajomości lingwistycznych i wymienianie polskich powiedzonek. W dalszej części takich spotkań pojawia się mniej lub bardziej dyskretne nagabywanie do zakupów. Nie odczuwaliśmy tam jednak takiej presji jak w Marrakeszu. Sytuacje bywały czasem komiczne, gdy marokańscy sprzedawcy uruchamiali sztukę pertraktacji i przekonywali do użyteczności danego towaru.

Zwykły t-shirt ubrany w niezwykłe opowieści sprzedawcy

Przechodząc obok jednego z mnóstwa sklepików z t-shirtami, zostaliśmy pozdrowieni i zaproszeni przez sprzedawcę do środka. Nie spieszyło się nam, więc weszliśmy, choć przewidywaliśmy przebieg wypadków.

– Skąd jesteście? Z Polski? Oooo, znam Polaków. Dzień dobry, dziękuję, jak się masz?

Po tym wstępie nastąpiła prezentacja koszulek wiszących na wieszakach. Na kolorowych t-shirtach widniały symbole, obrazki i napisy, które według sprzedawcy zasługiwały na wyjaśnienie. I tak po kolei zdejmował z wieszaków ubrania i opowiadał:

– To jest samochód. Volkswagen. Widzisz? A to są litery arabskie. Widzisz? To są wzory berberskie. Widzisz? Aha. A to jest koń. Widzisz? A to wielbłąd. Tak. Aha. To surfer, to deska, to Essaouira. Tak. Ładne. Zobacz. Podoba się?

Przytakiwaliśmy z uśmiechem. Potem sprzedawca sięgał po koszulki dziecięce z podobnymi wzorami i znów je prezentował, każdą dokładnie omawiając. Mówimy mu, że nie mamy dzieci, co jednak nie zbija go z tropu:

– Ale możesz mieć dzieci. Przyda się. Później.

Śmiejemy się. Potwierdzamy, że dostrzegamy to, co pojawia się przed naszymi oczyma. Tłumaczymy, że podróżujemy z plecakami i nie potrzebujemy koszulek, ograniczając bagaż do minimum. Na nic to się zdaje. Sprzedawca ma odpowiedź na każdy racjonalny argument:

– Możemy się wymienić. Ty mi dasz swoje koszulki, ja ci sprzedam swoje.

W końcu udało nam się dyplomatycznie zamknąć temat, dziękując za prezentację i życząc miłego dnia.

Deja vu w porcie rybackim

Szczególną lokacją kojarzoną z Essaouirą jest port rybacki. Niebieskie łódki, kutry rybackie, setki mew krążących nad siedzącymi na brzegu rybakami. Tu przewodnikiem prowadzącym do miejsca może być przede wszystkim zmysł węchu. Już z daleka czuć specyficzny zapach świeżo wyławianych i patroszonych ryb.

port d'Essaouira port rybacki w essaouirze

Doskonale pamiętaliśmy to miejsce z wizyty w Essaouirze sprzed trzech lat. Poczuliśmy jakbyśmy podróżowali w czasie, bowiem jeden z epizodów ma identyczny przebieg. Idąc wzdłuż stoisk, na których wyeksponowano skarby oceanu, zostaliśmy nagle zaczepieni przez mężczyznę, który zaprosił nas na pobliskie podwórko i wskazał drabinę, po której mieliśmy się wspiąć. Skojarzyliśmy to miejsce i całą sytuację z poprzedniej wizyty w Essaouirze.

Od razu powiedzieliśmy, że nie mamy pieniędzy. Ten jednak z uśmiechem, gościnnie wskazał miejsce, w które mieliśmy się z nim udać. Deja vu – po tej drabinie już się kiedyś wspinaliśmy i przewidzieliśmy obecnie, że po pokazaniu nam widoku, zostaniemy zagadani na śmierć, a potem poproszeni o kilka dirhamów. I oczywiście nie mylimy się.

Wspinaczka po drabinie. Facet podążył za nami, roztoczył widok na ocean, skały, wysepkę. I streścił swój marynarski żywot. Opowiadając o regularnych rejsach do Marsylii, wskazywał na statek, na którym pracuje jako mechanik. Opowiedział o miłości do oceanu i życiu na pokładzie łodzi. Oczywiście zapytał też o cel naszej wizyty w Essaouirze, rekomendując miejsca warte uwagi i polecając zakupy w Maroku.

I na koniec, gdy schodziliśmy po szczeblach drabiny, wyciągnął dłoń, by poprosić o kilka drobniaków.

Świeże rybki w płynnych cenach

W porcie rybackim istnieje możliwość zakupienia świeżo złowionych ryb w naprawdę atrakcyjnych cenach. Jeśli ma się ochotę na ich szybką konsumpcję – najlepszym wyjściem jest udanie się do zlokalizowanej na końcu portu smażalni. Tam można przekazać zakupione ryby, które na oczach klientów są grillowane i serwowane wraz z wybranymi dodatkami. Należy jednak i tutaj zachować czujność, bowiem wprawne oko stworzonych do interesów Marokańczyków wyławia turystów, na których zawsze chce zrobić jak najlepszy biznes. Zakupy w Maroku mają swoje blaski i cienie…

targ rybny w essaouira

Chodzący przed smażalnią naganiacz, umiejętnie podchodzi klientów. Zaczyna się tradycyjnie od pogaduszek, skąd się przyjechało, co warto zobaczyć w Essaouirze, sprytnie przechodząc do transakcji i podania ceny. Ta oczywiście w pierwotnej wersji jest wielokrotnie zawyżona. Nie można usypiać czujności w kontaktach z handlarzami. Zawsze trzeba negocjować – ot i cała filozofia.

Ucztowanie w „lokalnym McDonaldzie”

Zatopienie się w lokalny klimacie nie może obyć się bez przystanków kulinarnych. I tu oczywiście także czyhają na podróżujących po Maroku pułapki w postaci knajpek usytuowanych przy ruchliwych ulicach, w pobliżu turystycznych atrakcji. I jak to zwykle bywa – takie miejsca oferują dania w nieproporcjonalnie zawyżonych cenach w stosunku do jakości serwowanych dań. Wystarczy czasem kilka kroków, by zboczyć z głównego traktu i znaleźć się w miejscach z lokalnym kolorytem, gdzie tymi samymi potrawami można się uraczyć za jedną trzecią ceny. To oczywiście opcja dla tych, którzy niekoniecznie szukają restauracji z białymi wyprasowanymi obrusami i kelnerami w smokingach. 

I tak w obrębie medyny w Essaouirze odkryciem dla nas była niepozorna uliczka nazywana przez miejscowych „lokalnym McDonaldsem”. Zlokalizowane tam liczne garkuchnie z całą pewnością nie przeszłyby kontroli sanepidowskiej, ale jeśli chodzi o smaczne i syte dania w konkurencyjnych cenach – nie miałyby konkurencji. Maleńkie knajpki oferowały marokańskie dania podawane w błyskawicznym tempie – oczywiście jak na tamtejsze standardy (mieszkańcom Maroka zazwyczaj nigdy się nie spieszy). Przyzwoite ceny i zazwyczaj dobra jakość potraw były magnesem nie tyle dla turystów, co lokalsów. Za czajniczek tradycyjnej marokańskiej herbaty płaciło się 10 MAD (4 zł), cena tajine oscylowała w granicach 20-40 MAD (8-16 zł), a za solidną porcję kuskusa płaciło się ok. 30 MAD (12 zł). Kilka kroków dalej, na głównej ulicy, na te same potrawy należało przeznaczyć co najmniej jeszcze raz tyle. 

essaouira zakupy ceny jedzenia w maroku

My upodobaliśmy sobie lokalik będący rodzinnym biznesem. Matka zazwyczaj stała przy grillu, synowie zagadywali i obsługiwali klientów, a ojciec kasował pieniądze, wcześniej wystawiając oryginalne „paragony”. Te są niepowtarzalne – czasem klienci, innym razem właściciel zapisywali zamówienia, a głowa rodziny umieszczała potem kwoty, które skrupulatnie sumowała, by na końcu umieścić swój autograf. Urząd Skarbowy byłby zapewne zdziwiony widząc taką „fakturę”.

Ryzykowne zakupy w Maroku

Nie zawsze jednak jest łatwo zachować cierpliwość i wykazywać się kulturą osobistą. Wałęsając się uliczkami medyny na każdym kroku spotyka się bowiem sprzedawców haszyszu i tzw. „space cookies” (ciasteczek z haszyszem). Ci podchodzą i bezpośrednio informują o towarze, który zawsze jest „bardzo dobrej jakości, najlepszy”. Część z nich po otrzymaniu odpowiedzi, że nie jest się zainteresowanym, odchodzi i po prostu szuka kolejnego klienta.

targowisko w maroku

Są jednak i tacy, jak Ahmet, którego poznaliśmy jednego z pierwszych dni pobytu w medynie. Siedzieliśmy na murku, odpoczywając w cieniu palmy, kiedy nagle podszedł do nas niepozorny człowiek cały ubrany na zielono i z szelmowskim uśmiechem powiedział, że ma coś lepszego i zdrowszego niż papierosy. Opowiadał o rewelacyjnej jakości posiadanego haszyszu, którym chciał nas poczęstować. Taki „ziom”. Nie chcieliśmy być niegrzeczni i odmawiając, rzucamy: „może później”. No i tu popełniliśmy błąd, którego podłoże tkwi w różnicach kulturowych. Ta kurtuazyjna odmowa potraktowana została bowiem przez Marokańczyka literalnie. I dlatego Ahmet odchodząc, zapowiedział, że na pewno nas znajdzie.

I rzeczywiście kolejnego dnia spaceru po Essaouirze wyrósł przy nas nie wiadomo skąd sprytny dealer. Z uśmiechem spytał, czy dziś już chcemy kupić haszysz. Znów odmówiliśmy, co go wcale nie zniechęciło, bowiem kolejnego dnia sytuacja się powtórzyła. Finał spotkania jednak był już inny, bowiem przy trzecim zakończonym fiaskiem podejściu Ahmet przestał być życzliwy i serdeczny. Zirytowany, odchodząc rzuca nam na do widzenia: „I wish you a bad day and eat shit”.

essaouira-sprzedawca-w-porcie

Jak się później dowiedzieliśmy od zaprzyjaźnionego Marokańczyka – nie należy grzecznie odmawiać w stylu „maybe later”, tylko stanowczo powiedzieć „no, thanks”, ponieważ często jest to traktowane jako obietnica transakcji. No cóż – podróże kształcą i człowiek cały czas się uczy…

Bezcenny bagaż wspomnień

Pozbawione celu turystycznych zakupów spacery w obrębie medyny w Essaouirze przynosiły nam nowe znajomości. W związku z tym, że spędziliśmy tam niemal trzy miesiące, z czego część czasu przypadła na okres przed szczytem sezonu – staliśmy się rozpoznawalnymi stałymi bywalcami miejskich uliczek. Z czasem z niektórymi z lokalnych handlarzy pozdrawialiśmy się tradycyjnym salam alejkum”. Inni na nasz widok witali nas polskim dzień dobry”. Szczególnie zapadły nam w pamięci miesiące spędzone poza murami medyny. Mieliśmy wówczas sposobność jeszcze silniej wniknąć w marokańską codzienność i jeszcze lepiej poznać oblicze handlu w dzielnicach niemalże całkowicie pozbawionych turystów.

maroko-kobiety-na-zakupach

Rzecz jasna – również tymi wspomnieniami zamierzamy się z Wami podzielić w jednym z kolejnych wpisów.  I oczywiście jesteśmy ciekawi, jakie przygody Was spotkały podczas wizyty w sukach, z jakim bagażem pamiątek wracaliście, jak wyglądały te planowane i spontaniczne zakupy w Maroku.

Lokalne zakupy w Maroku

Marokańską walutą są dirhamy oznaczane kodem MAD, w które zaopatrzyć można się już na miejscu, ponieważ jest to waluta niewymienna. Oznacza to, że – zgodnie z obowiązującym prawem – dirhamów nie można ani przywozić ani wywozić z kraju. Najlepiej zatem zaopatrzyć się w euro lub dolary amerykańskie, które bez najmniejszego problemu można już na miejscu wymienić na dirhamy. Lokalna gotówka jest niezbędna, gdy planuje się robić zakupy w Maroku w sukach, małych sklepach i wiejskich targowiskach. W turystycznych miejscowościach bez większego problemu znaleźć można liczne bankomaty, ale też i sklepy, w których możliwa jest płatność kartą.

mad-marokańska-waluta-dirhamy

W czasie trzymiesięcznego pobytu w Maroku głównie zaopatrywaliśmy się w produkty codziennego użytku w maleńkich lokalnych sklepikach, w których ceny najczęściej były dynamiczne. Za te same towary sprzedawcy podawali niemal każdego dnia inne ceny. Stąd jednego dnia za dwie siatki świeżych warzyw płaciliśmy w przeliczeniu na polską walutę około 2 złotych, a innego ponad 4 złote. Nie awanturowaliśmy się oczywiście z tego powodu. Byliśmy jedynie zszokowani tak niskimi kwotami, tym bardziej w kontekście dochodzących do nas z Polski newsów o szybujących cenach np. za kilogram pietruszki. Jedno jest pewne – codzienne zakupy w Maroku na pewno warto robić w czasem obskurnie wyglądających budkach, na ulicznych straganach czy w mikroskopijnych sklepikach zlokalizowanych z dala od turystycznego centrum. Na pewno lata świetlne miną zanim wynegocjuje się ceny identyczne do tych, jakimi operują lokalni mieszkańcy, jednakże i tak uda się sporo zaoszczędzić.

zakupy w maroku lokalny targ had draa

Przykładowe ceny w Maroku

Poza lokalnymi sklepikami i straganami od czasu do czasu zaglądaliśmy także do Carrefoura, gdzie ceny były oczywiście regularne i – jak słusznie oceniali Marokańczycy – “europejskie”. Oto kilka pozycji z paragonów:

Owoce i warzywa:

  • lokalny melon: 11,29 MAD ≈ 4,50 zł
  • 4 banany importowane: 10,05 MAD ≈ 4 zł
  • lokalne awokado: 7,55 MAD ≈ 3,50 zł
  • pudełko pomidorków koktajlowych: 8,95 MAD ≈ 3,65 zł
  • pół lokalnego arbuza: 11,42 MAD ≈ 4,60 zł
  • 3 duże marchewki: 2,26 MAD ≈ 0,95 zł
  • garść ostrych małych papryczek: 1,92 MAD ≈ 0,80 zł
  • pęczek mięty: 1,59 MAD ≈ 0,65 zł
  • czerwona cebula: 2,44 MAD ≈ 1 zł

Napoje:

  • Schweppes 1 litr: 9,95 MAD ≈ 4 zł
  • Coca-Cola/Fanta 1 litr: 6,95 MAD ≈ 2,85 zł
  • woda niegazowana 1,5 litra: 3,20 MAD ≈ 1,30 zł

Nabiał:

  • ser camembert 125 g: 16,50 MAD ≈ 7 zł
  • serki mini babybel 100 g: 14,50 MAD ≈ 5,80 zł
  • 12 jajek: 18,90 MAD ≈ 7,70 zł
  • jogurt truskawkowy Danone: 2,95 MAD ≈ 1,20 zł

Inne produkty spożywcze:

  • makaron spaghetti: 12,95 MAD ≈ 5,25 zł
  • butelka oliwy z oliwek 250 ml: 18,30 MAD ≈ 7,40 zł
  • filet z indyka: 17,37 MAD ≈ 7 zł
  • słoiki sosu:
    • pomidorowy z bazylią: 15,75 MAD ≈ 6,40 zł
    • tandori: 21,75 MAD ≈ 8,80 zł;
    • prowansalski: 14,95 MAD ≈ 6 zł;
    • arrabiata: 16,50 MAD ≈ 6,70 zł;
    • curry: 15,40 MAD ≈ 6,20 zł
  • słoik amlou 250 g: 65,50 MAD ≈ 27 zł
  • kawa mielona 250 g: 38,90 MAD ≈ 16 zł
  • paczka rodzynek 250 g: 6,86 MAD ≈ 2,80 zł

Drogeria:

  • szampon do włosów: 51,25 MAD ≈ 21 zł
  • mała paczuszka proszku do prania Persil 280 gram: 1,26 MAD ≈ 0,60 zł
  • mleczko do demakijażu: 44,95 MAD ≈ 18 zł

Papierosy i alkohol:

  • papierosy:
    • Gauloises: 23 MAD ≈ 9,50 zł
    • Marlboro: 37 MAD ≈ 15 zł
  • piwo:
    • importowane – puszka 0,33 litra: 24 MAD ≈ 10 zł
    • krajowe – puszka 0,33 litra: 14 MAD ≈ 5,50 zł

Jeśli uważasz, że ten tekst może zainteresować Twoich znajomych - dmuchnij nam w żagle i udostępnij go dalej.

8 komentarzy

        1. Mamy to samo – dopiero co wróciliśmy z trzymiesięcznego pobytu w Maroku, a już nam kiełkuje pomysł powrotu. To miejsce ma w sobie coś hipnotyzującego. Dziękujemy za lekturę i już myślimy o kolejnej garści wspomnień marokańskich. Serdecznie pozdrawiamy Nasze Szlaki!

  1. Ciekawa sprawa z tym odgrywaniem ról podczas handlowania. Zdecydowanie bardziej wolę mieć stałe ceny, ale z drugiej strony podczas wakacji można spróbować się targować. Ja to zawsze patrzę na wszystko przez pryzmat AliExpress, bo pewnie ponad połowy ich towaru pochodzi z Chin 🙂

    1. My również preferujemy miejsca, w których ceny są wyraźnie określone i nie ma dwuznacznych, czasem nieprzyjemnych, sytuacji przy regulowaniu rachunku. Jednak m.in. w Maroku musieliśmy z czasem przyzwyczaić się do tego, że ceny są “ruchome”. Trzeba przyznać, że nie mamy wrodzonego talentu do targowania się i nie wychodzi nam to najlepiej. Trzeba było jednak się przełamać i próbować zmienić przyzwyczajenia, codzienność tego wymagała i każde zakupy nas czegoś uczyły. Jak to się mawia – “podróże kształcą” i trzeba było lekcję odrobić 🙂 Bardzo dziękujemy za lekturę i serdecznie pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *