Przed północą w Kotorze

Po spokojnym wieczorze w błogim Blagaju czas na śniadanie u gospodarza guesthouse’u S. Kilaći (polecamy to miejsce) – Mustafy, zapalonego wędkarza. Podczas posiłku pogawędka o dalszym kierunku podróży sprawia, że gospodarz organizuje nam podrzucenie na miejsce, z którego będzie można złapać stopa do Czarnogóry.

Owocowe pożegnanie z Bośnią i Hercegowiną

Jego kolega wiezie nas na rozwidlenie dróg, tuż przy straganie z owocami. Kiedy pytamy sprzedawcę, czy nie będą mu przeszkadzały nasze plecaki, ten wdaje się w rozmowę o naszej wędrówce i natychmiast przygotowuje dla nas potężną porcje owoców na dalszą drogę. Ofiarowuje nam wielką torbę wypełnioną winogronami, bananami, śliwkami, brzoskwiniami, jabłkami, pomarańczami, cytrynami… Głód nam nie grozi, jeśli przejdziemy na frutarianizm.

łapanie stopa z bośni do czarnogóry

Po pół godzinie zatrzymuje się auto, którego kierowca oferuje podrzucenie do Herceg Novi. Pakujemy się, zadowoleni z okazji przejechania sporego kawałka drogi w towarzystwie sympatycznego pana pochodzącego z Banja Luka, a pracującego w Szwajcarii. W trakcie drogi zatrzymujemy się w barze, gdzie kierowca zaprasza nas na kawę. Nie ma mowy, abyśmy za siebie zapłacili. Po raz kolejny zostajemy uświadomieni, że jesteśmy gośćmi.
W Herceg Novi wysiadamy w okolicach dworca autobusowego i kierujemy się w stronę miasta, by coś zjeść przed dalszą drogą. Zatrzymujemy się w jednej z restauracji i kiedy spoglądamy w menu – nie jesteśmy zadowoleni. Nie chodzi jednak o zestaw oferowanych dań – te są w porządku. Szokujący jest dla nas przeskok cenowy po Serbii, Bośni i Hercegowinie. Różnica jest znacząca. Decydujemy się na porcję makaronu z sosem bolońskim i na … szybkie przedarcie się przez Czarnogórę w stronę Albanii.

Wyspa Gospa od Škrpjela, kościół na wyspie

Malownicza podróż przy Zatoce Kotorskiej

W związku z tym, że coraz bliżej wieczoru, a nie chcemy utknąć w Herceg Novi, postanawiamy wrócić na dworzec i sprawdzić, w jakim kierunku odjeżdża najbliższy autobus. Los nam sprzyja – za kilkanaście minut mamy transport do Kotoru. To jedno z tych miejsc w Czarnogórze, które bardzo chcieliśmy zobaczyć. W linii prostej dzieli nas zaledwie 25 km od tego portowego miasta położonego nad Zatoką Kotorską, jednak jazda na sam kraniec zalewu trwa dość długo. Widoki są nieziemskie – jedziemy wybrzeżem Adriatyku, w którym odbijają się trzy masywy górskie: Vrmac, Lovćen i Dobrota.

Kiedy docieramy do Kotoru, jest już późny wieczór. Idziemy do przydworcowego baru na piwo i korzystając z wifi szukamy noclegu. Z tym zresztą nie ma większego problemu, nawet w szczycie sezonu, gdyż mieszkańcy, widząc osoby z plecakami, co krok nas zaczepiają i oferują kwatery. Konkurencja jest duża, więc i cenowo nie ma takiego dramatu, jakiego się można spodziewać po tego typu miejscach w okresie wakacyjnym.

światła nad zatoka kotorskastatek w zatoce kotorskiejZnajdujemy hostel, zostawiamy plecaki i w nocnej aurze odkrywamy uroki Kotoru. Najpierw spacerujemy wybrzeżem, gdzie w porcie cumują imponujących rozmiarów statki wycieczkowe, żaglowce i motorówki, a w innych miejscach skromniejsze łódeczki lokalne.
Wszędzie słyszymy rozmowy prowadzone w języku polskim.

Festiwalowy Kotor nocą

Droga do Starego Miasta prowadzi wzdłuż średniowiecznych murów łączących się z twierdzą św. Jana znajdującą się na Samotnym Wzgórzu. Przekraczamy bramę, która wprowadza nas w pięknie oświetlone wąskie kręte uliczki i liczne place. To na nich przed wiekami kwitło życie handlarzy i przekupek, którzy w tym portowym miasteczku prowadzili interesy. Tu także rozgrywał się dramat mieszkańców, gdyż kilkukrotnie miasto stało się ofiarą trzęsień ziemi.

letni festiwal w kotorze wnętrze baru w centrum kotoru

Gdy trafiamy do Kotoru, trwa tu akurat festiwal i na początku spaceru jesteśmy bombardowani głośną muzyką, mijamy stoiska z atrakcjami dla turystów i staramy się zagubić w labiryncie uliczek. Oddalamy się od sceny i jest coraz lepiej.
Mijamy historyczne budynki mieszkalne z XIV i XV wieku. Przyglądamy się fasadom licznych pałaców dawnej elity miasta Kotor, przechodzimy obok świątyń prawosławnych i katolickich.
Wprawdzie przed tłumami nie da się uciec, ale znajdujemy kilka sympatycznych miejsc, gdzie można posłuchać muzyki granej na żywo. Bez zastanowienia wybieramy knajpę z gitarowym brzmieniem uzupełnionym głosami dwóch dziewczyn siedzących przed barem. Loopowane ścieżki akustycznej gitary wraz z naprawdę dobrym wokalem szybko przyciągają masę ludzi do wąskiej uliczki. Siadamy przy stoliku, pijemy piwko i dajemy się poddać nastrojowi Kotoru. To zdecydowanie nasze klimaty.

dzwonnica stary kotor stare miasto kotor czarnogóra

W drodze powrotnej idziemy przyjrzeć się Kotorowi z perspektywy miejskich murów. Miasto pozostawia w nas jak najlepsze wspomnienia. Podzielamy powszechną opinię, że to najpiękniejsze miejsce w Czarnogórze (ale chyba warto tu przyjechać poza sezonem).

 

Wpis jest relacją z autostopowego wyjazdu na Bałkany i do kilku sąsiadujących z nimi krajów. 

Jeśli uważasz, że ten tekst może zainteresować Twoich znajomych - dmuchnij nam w żagle i udostępnij go dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *